Dziś spotkała mnie cudowna rzecz..niebywałe jak czasami całkiem obcy ludzie swoim zachowaniem sprawiają, że w jednej chwili stają się nam bardzo bliscy..ale o tym w następnym poście po weekendzie:) Naładowana pozytywną energią jadę się zaszyć z rodzicami do Karapacza i choć na chwilę się zatrzymać…szkoda tylko, że męża zapracowanego muszę zostawić:/

Zanim zapomnę całkiem o bożym świecie i oddam się różnym relaksującym czynnościom, dziś chciałam przedstawić Wam malutkiego Antosia. Miał 2 tygodnie, kiedy odwiedził mnie ze swoimi rodzicami, których już zapewne znacie z sesji ciążowej;) Podziwiam i cieszę się niezmiernie, że chcieli do mnie przyjechać aż z Gniezna. Tego dnia było bardzo upalnie, więc nie mogłam nie wykorzystać tej pogody…ogród stał się dla mnie natchnieniem.

Pewnie domownicy i sąsiedzi musieli się wtedy zastanawiać co ja takiego robię z tym dzieckiem i wielką konewką…;D